Kto pamięta jeszcze te małe śmieszne słodkie Norny? Sądzę, że niewielu (przynajmniej w naszym kraju), a szkoda. Zadebiutowały w 1996 roku w grze Creatures, chyba pierwszej próbie przeniesienia sztucznej inteligencji, czy może raczej idei “artificial life” pod strzechy. I to udanej. Dla tych, którzy nie wiedzą, w grze (chociaż to jest coś więcej niż gra) hodowaliśmy własne stworzonka (wspomniane Norny), ucząc je od podstaw “mowy”, umiejętności zdobywania pożywania, i przeżycia w pełnym niespodzianek świecie Albii, dosłownie zawalonym dziwnymi przyrządami i pomieszczeniami, opuszczonym nagle przez starożytną rasę Shee. Nasi podopieczni rozwijali się, rozmnażali i uczyli własne dzieci tego, co my im przekazaliśmy. I co ważne, każdy Norn był inny, mogliśmy trafić na geniusza który łapał wszystko w mig, a mógł się przydarzyć głupek pospolity. Za tym wszystkim stała całkiem zaawansowana technika, zainteresowanych odsyłam do cyberlife-research.com.
Dorwać teraz Creaturesy to ciężka sprawa, ale dla chcących zapoznać się ze światem Nornów powstało Docking Station. Wymaga jedynie rejestracji i możemy spokojnie brać sie za hodowanie swojego pociesznego stworka. Samo DS jest dosyć ubogie, ale można je “zadokować” do Creatures 3 lub wzbogacić o dodatki. Więcej o tym na creatures.wikia.com. Najważniejszym chyba jednak atutem DS jest to że można grać online (chociaż za wiele o tym nie mogę powiedzieć bo nie wiedzieć czemu nie mogłem z tego skorzystać). W każdym razie gorąco polecam zainteresowanie się tym tematem, bo jest to naprawdę ciekawa rozrywka, zdecydowanie ambitniejsza niż ten zalew crapu na pólkach z grami w empiku. Nie każdemu uda się przebrnąć przez początkowe trudności i frustracje ale zapewniam, że naprawdę warto. Warto również po zapoznaniu się z DS przejść do 3 części Creatures.
I pamiętajcie, nie dajcie się Grendelom.









0 Responses to “Docking Station”